Tango

Tango

Tango…

Tango

Tak, tak usłyszałem to jakiś czas temu, i troszkę byłem tym zainteresowany. W takim sensie, że było to całkiem czymś nowym. Znajomi przyjechali z drugiej części Polski specjalnie na jakiś kilkudniowy maraton tangowy.

Wow! What the fuck? Ciekawe. Ludzie spotykają się na całe noce i tańczą. Mało piją i tańczą ciągle ten sam taniec. Taka nuda a oni tacy zajarani?

Dziwne, dziwne, dziwne.

No cóż, różne są zboczenia i historie. :)

Ja jestem normalny. :)

Później pojawiła się Ona. Wspominała, że chodzi na tango i że to jest super, i że to taka medytacja. Medytacja? Jaka medytacja? Na czym jak na czym, ale akurat to na medytacji się znam.

Potem z czasem mówiła: „Może pójdziesz ze mną? Bo mój partner wyjechał i nie mam z kim tańczyć regularnie.”

Hmm… no dobra, może kiedyś pójdę, ale na razie to mi się nie chce.

Co mi szkodzi, może być fajnie. Można się trochę poruszać, a po jakimś czasie, jak się człowiek nauczy, to i z jakimiś miłymi paniami będzie się mógł poprzytulać. :) A czym jak czym, ale to już nie można pogardzić.

LOL (obie rączki do góry w radości).

No i przyszedł w końcu ten czas. Jest poniedziałek i mamy iść na praktikę, czyli coś jak nauka tanga przed milongą. Milonga to już taka szybsza odmiana tanga.

Nie chce mi się, jak jasny pieron. Patrzę na zegarek: 18.50, a o 19.30 to miało się zaczynać. To myślę: chyba odpuściła i można się zrelaksować. Ale gdzie tam. Przychodzi Ona, szczebiocze, czym gotowy. Jam oczywiście nie gotowy. Ale się zbieram i ubieram dresik (idealny strój na tango :).

Jedziemy autem, wchodzimy a nikogo jeszcze nie ma. Ciekawe miejsce. Restauracja w piwnicy pod teatrem. Dziwny misz masz. Widać, że miejsce swoją świetność już ma za sobą. Mosiężne krany, rzeźby, bogate zdobienia i kryształowe lustra. A równocześnie, odrapane ściany i tym podobne.

Do tego nie mogę ustalić czasu świetności, bo na sufitach są belki, ale chyba tylko tak przytwierdzone, a nie naprawdę będące konstrukcją budynku.

Przychodzi w końcu prowadzący i jest bardzo miło. Pokazuje mi kroki i krok po kroku jadę z tematem. Oczywiście, jak to coś nowego, opornie. Choć zachwalają, jak to mi dobrze idzie. Spocony coraz bardziej a ludzi przybywa. Koszule i szpilki przybywają, a ja w moich trampkach zasuwam prawo, lewo i do przodu.

Podoba mi się :). Chcę jeszcze, ale ciało mam zmęczone, jakbym przerzucił tonę węgla.

My wychodzimy, a impreza się dopiero rozkręca i lecą milongi.

Ale miło coś zrobić miłego :).

9 list. 2015

 

OhSiSi.pl Błogostan Bycia